O mnie

Moje zdjęcie
Joginka zakochana w poznawaniu kultur, językach: obcych i tym ojczystym oraz pisaniu w nich niestworzonych rzeczy. Od ponad 2 lat mieszkająca na wulkanicznej Lanzarote. Masz pytanie?Chcesz się ze mną czymś podzielić? NAPISZ DO MNIE! lanzarote.blog@gmail.com

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Stand Up Paddle w Arrecife

Siedzę w moim pokoju, w dzielnicy Argana Baja miasta Arrecife, z włosami pełnymi soli i twarzą lekko muśniętą słońcem. Jak się czuję? Doskonale. Dlaczego? Bo dziś spędziłam popołudnie (bardzo gorące popołudnie!) na uprawianiu jednego z moich ulubionych sportów wodnych, a mianowicie Stand Up Paddle. A to wszystko blisko domu, bo w Arrecife.
Genialnie!

Od niedawna możliwe jest wypożyczenie deski i wiosła w nowym sklepie La Santa, który został otwarty niedaleko głównej stacji autobusowej w Arrecife, nad samym oceanem.
Godzina kosztuje 7 euro, cały dzień 15 euro, więc nie tak drogo. W Arrecife wiatru zazwyczaj nie ma, tafla wody jest zatem spokojna, idealna do tego sportu. Można płynąć podziwiając okoliczne widoki. Świetna sprawa i na pewno o wiele łatwiejsza od surfingu, windsurfingu i kite'a, Właściwie każdy sobie poradzi. Na desce można uklęknąć, usiąść a w razie zmęczenia nawet się położyć ;) Dzisiaj widziałam psa, który stał na przodzie deski (właścicielka dzielnie wiosłowała). Polecam i sama na pewno wrócę tam w czwartek albo piątek.

LOKALIZACKA: Arrecife, blisko stacji głównej zwanej Intercambiador. Później można usiąść na kawkę albo coś do jedzenia w okolicznej kawiarni.

Zmęczona i zadowolona żegnam gorąco i życzę dobrej nocy!





środa, 25 lipca 2012

Wiatr na Lanzarote - końcówka lipca

Zapominając na chwilę o moim biednym upieczonym palcu, wspomnę o pogodzie i warunkach do windsurfowania i surfowania.

Sytuacja na Costa Teguise (windsurf) w ciągu ostatnich kilku dni miała się tak, że wiał w różnych kierunkach przedziwny, niespokojny wiatr, który sprawiał, że warunki do żeglowania były właściwie żadne. Na szczęście, sytuacja się trochę uspokaja, wiatr się poukładał i uczesał, zatem okoliczności lepsze, do wszystkiego, do przebywania na plaży także.

Co do surfowania i Famary mówią, że najbliższe kilka dni ma być dość dobre (czyt. bezwietrzne). Zatem, kto tu będzie i ma ochotę spróbować swoich sił na desce - nadarza się ku temu dobra okazja.

TUTAJ JESZCZE TO, CO RZECZE WIETRZNY-GURU:


wtorek, 24 lipca 2012

Krótka historia smażonego kciuka - Apteki na Lanzarote - OSTRZEŻENIE

Sparzyłam się Kanarami. I nie mówię tu o poparzeniu słonecznym.. „Sparzenia” są dwa, a konkretnie sparzenie i poparzenie – poparzenie kciuka gorącym olejem (całego!) i sparzenie w kontekście szukania otwartej apteki w niedzielę. Pominę na razie historię mojego biednego palca, zajmę się tym,co było później a mianowicie dzikim poszukiwaniem apteki.

Cieszę się, że mieszkam z kimś, kto ma samochód i miał akurat czas i chęci(!) żeby w niedzielę wozić mnie po wyspie (ciekawe ile zrobiliśmy km) w poszukiwaniu apteki. Otwartej, bo znaleźć zamkniętą trudno nie było. Otóż, nie wiem jak działa ten kraj, czy wysyłają wszystkich an ostry dyżur, ale sytuacja była dość beznadziejna – ja z palcem zamienionym w jeden wielki pęcherz, łzami w oczach i nasza podróż od miejsca do miejsca. Na każdych drzwiach napisany był adres innej, niby otwartej, apteki. Po dotarciu na miejsce okazywało się jednak, że drzwi zamknięte są na 4 spusty, guzik URGENCIAS (tłum. nagłe wypadki) to tylko taka nie przynosząca skutku ozdoba na ścianie. Objechaliśmy apteki w stolicy Arrecife, dzielnicy Taiche, na Costa Teguise. Wszędzie to samo… 

Adres przekierowujący do apteki, którą przed chwilą widzieliśmy nieczynną. Paranoja. Ostatecznie zrozpaczona,zdecydowałam się zadzwonić pod numer znaleziony na jednych drzwiach, coś w stylu informacji, miła pani powiadomiła o 2 otwartych miejscach, w których …byliśmy jeszcze przed momentem i które oczywiście... BYŁY ZAKNIĘTE!

Podsumowując krótko – nie róbcie sobie krzywdy na Lanzarote w niedzielę, no chyba, że macie dodatkowe ubezpieczenie albo stać was na wydanie 100 euro (albo więcej ze względu na święto) na lekarza prywatnego. Tyle takie „przyjemności” kosztują. 

Ja miałam o tyle szczęście, że „na sali znajdował się lekarz”. I to nie tylko lekarz, ale nawet pielęgniarz (sic!), który w swoim życiu, jak się okazało, przebył niejedno poważne oparzenie. Siedzieli sobie w niedzielne popołudnie popijając kawkę z rodziną w kawiarni .Odbyłam zatem darmową konsultację lekarską i mój paluszek został od razu profesjonalnie zawinięty przez zręczne ręce rzeczonego ENFERMERO (pielęgniarz). Tzw.szczęście w nieszczęściu.

Palec pozostaje okropnie spuchnięty, wydarzenie miało miejsce  przedwczoraj. Wczoraj miałam wolne, ale dzisiaj wracam do pracy. Ciekawe jak to będzie, bo ból mnie nie opuszcza.

Jedyne o co pozostaje mi poprosić to o trzymanie (nomen omen) KCIUKÓW.

Agatos!

czwartek, 19 lipca 2012

Kite Mistrzostwa Hiszpanii relacja

Kategorii było kilka - dzieci, juniorzy & dorośli (kobiety i mężczyźni). Jak wyglądała impreza kończąca wydarzenie nie mam pojęcia, bo ostatecznie się nie wybrałam. Impreza ta nie była zresztą tak mocno nagłośniona jak zeszłoroczny "przystanek" PKRA (Professional Kiteboard Riders Association) odbywający się w kwietniu. Jest to zrozumiałe o tyle o ile zawody PKRA mają rangę międzynarodową. Zwycięzcy tytułu mistrza Hiszpanii w kitesurfingu niestety nie znam. Wiem jedynie, że wiało bardzo mocno, nawet mocniej niż zwykle o tej porze roku, więc warunki, by konkurować były doskonałe. Famara pozostaje wietrzna do końca sierpnia na pewno, to samo z Costa Teguise (ale to w kontekście windsurfingu).


Wrzucam kilka zdjęć zrobionych przez znajomych. Może jakość nienajlepsza, ale coś widać, oto Famara:





wtorek, 17 lipca 2012

Lanzarote w lipcu - pogodna relacja pogodowa

Hola!
Wiatr zelżał nieco, a za to napłynęła na wyspy Kanaryjskie fala upałów. Jest naprawdę gorąco. Temperatury sięgają 37 stopni, powietrze pozostaje bardzo suche. Dzisiaj poszłam na plażę - bez wejścia do wody się nie obyło, ochłoda w oceanie wskazana. Wybrałam się o 15:00 z myślą, że upał już nieco zelżeje, ale raczej się myliłam. Biegnąc (bo iść się nie dało) do wody poparzyłam sobie stopy (sic!).

Mieszkam teraz w Arrecife (tłum. Rafa), stolicy wyspy, która nie jest miastem godnym polecenia - jest po prostu brzydka. Ma swoje miejsca, kilka ładnych, typowych dla Kanarów balkoników, zameczek i dość przyjemną plażę (chociaż przy ulicy), ale to na tyle. Reszta to po prostu brudne, brzydkie miasto. Gdyby ktoś się na Lanza wybierał, polecam pojechać do Arrecife na koniec. Albo wcale.

Tyle na dziś, czas na lekką kolację. Aż dziwne, że w tej gorączce chce mi się jeść.

Pozdrowienia GORĄCE dla todos los Polacos mios! :)

czwartek, 17 listopada 2011

Warzywny pro-aging czyli papas arrugadas

Dzisiaj o małych, pomarszczonych ziemniakach. Co to takiego? Jak to zrobić? Z czym to jeść?

Te typowe kanaryjskie ziemniaczki to nic innego jak ziemniaki (ha! niemożliwe) tylko, że wielkości naszych młodych. Skórkę mają, jak nasze normalne, już "stare".
Takie ziemniaczane maleństwa dostępne są oczywiście na Wyspach Kanaryjskich, u nas można przetestować młode, chociaż obawiam się, że mają za cienką skórkę.

Przepis nie jest bardzo wymyślny. Potrzebujemy ziemniaków ( i tu znów zaskoczenie!), wody do gotowania i soli. Dużo morskiej soli, a konkretnie 1/4 wagi ziemniaków. Dużo prawda? To wszystko po to żeby w efekcie końcowym uzyskać biały nalot na naszych papas.

Przygotowanie:
Wkładamy ziemniaki do garnka, zalewamy je wodą tylko tak, żeby je przykryć, gotujemy ok. 30 minut na wolnym ogniu. Na końcu gotowania, na dnie powinno być na tyle mało wody, żeby po przykryciu garnka odparowała sama, jeśli nie - odlewamy wodę. Co konieczne - potrząsamy ziemniakami po zdjęciu garnka z gazu, następnie zostawiamy w spokoju na 10 minut i przed podaniem znów potrząsamy. Powinno wyjść :)

Ja sama papas nie gotowałam, ale jestem ich zdeklarowaną fanką.
Można jeść ze skórką, takie pomarszczone i tak właśnie najczęściej są spożywane - po prostu bierzecie pyrkę (Poznań się kłania ;) ), przepoławiacie ją w rękach i maczacie w sosie mojo picón zielonym albo czerwonym.

Taki powinien być efekt, mniam!


Buen provecho! (Smacznego!)

sobota, 12 listopada 2011

Mojo picón i papas arrugadas - przepis na kanaryjski sos.

O lokalnych specjałach ciąg dalszy! Dzisiaj przedstawiam Wam 2 rodzaje bardzo znanego kanaryjskiego sosu Mojo Picón i niemniej popularne Papas Arrugadas czyli pomarszczone ziemniaki ( papa - ziemniak, arruga – zmarszczka, arrugadas –pomarszczone).


Na hiszpańskim półwyspie ziemniaki to „patatas”, tutaj, na to samo warzywo, mówi się „papas”.
Sos znaleźć można w 2 kolorach i 2 różnych smakach – czerwony, wersja pikantna i zielony – łagodna. 

W jednym z hoteli na Costa Teguise prowadziłam swego czasu prezentacje kulinarne, przed którymi tutejsi kucharze wyszkolili mnie bardzo dokładnie. Na jednej z prezentacji mojó wyszedł mi na tyle dobry, że nawet pochwaliły go rodowite mieszkanki Gran Canarii i Teneryfy. Komplement od gospodyń domu, które same od wielu wielu lat przygotowują sosy wg.tradycyjnych receptur to miła sprawa :)

Sposób przygotowania sosu Mojó PIcón
Mojó przygotować można albo, w wersji tradycyjnej – w moździerzu, albo blendując wszystko mechaniczni.. Ja zdecydowanie wybieram  moździerz.

Ziemniaczki i sosy

MOJÓ VERDE (verde – zielony), składniki: 
  • woda
  • oliwa z oliwek 
  • podpieczone małe grzaneczki ze starego chleba dla zagęszczenia 
  • kolendra (najlepiej świeża) 
  • pietruszka (chociaż niektórzy mówią, że sama kolendra wystarczy) 
  • sól 
  • kropelka octu winnego 
  • awokado (jako ekstra dodatek)

Wszystko miesza się „na oko”. Konsystencja powinna być bardziej wodnista. Awokado sprawia,że sos jest gęstszy i łagodniejszy, ale nie ma go w tradycyjnym przepisie.

MOJÓ ROJO (czyt. roho – czerwony), składniki:
  • ·       woda 
  •       oliwa z oliwek 
  •         kropelka octu winnego
  •       sól 
  •      papryczki chilli 
  •      słodka papryka (dla wyrazistszego koloru) 
  •        grzaneczki do zagęszczenia sosu

I tutaj sytuacja ma się identycznie - konsystencja wodnista.

Papas arrugadas
Przepisu na ziemniaki nie pamiętam dokładnie (trzeba odświeżyć makówkę), wiem tylko, że sypie się dużo soli, by po wyparowaniu wody został na nich białawy, solny osad. Z tego, co mówią "lokalsi" - gatunek ziemniaka też ma znaczenie. Musi to być odmiana, która wielkością przypomina nasze młode ziemniaki, skórkę mają trochę grubszą, ale zdatną do zjedzenia po ugotowaniu. Poniżej prezentacja.
Adios!