O mnie

Moje zdjęcie
Joginka zakochana w poznawaniu kultur, językach: obcych i tym ojczystym oraz pisaniu w nich niestworzonych rzeczy. Od ponad 2 lat mieszkająca na wulkanicznej Lanzarote. Masz pytanie?Chcesz się ze mną czymś podzielić? NAPISZ DO MNIE! lanzarote.blog@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fauna Lanzarote. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fauna Lanzarote. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 listopada 2011

KO(s)TA Teguise czyli gdzie koty zimują

Co ty, co ty? No, ja widzę wszędzie koty! Tak pokrótce skomentować można Costa (czy właśnie tytułowe Kota) Teguise. Tak, jak na polskich ulicach widuje się głównie psy,  tak na Costa Teguise zamieszkała chyba większość populacji kotów tego świata.

Kot pod palmą, kot na ulicy, na plaży, na murku, przy barze… kot kot kot! Wszędzie! Część ze szczęśliwych przedstawicieli tego gatunku stało się maskotką barów  czy nawet  5 gwiazdkowych hoteli (Gran Melia Salinas ma ich ok pięciu).  Windsurfing Club w Las Cucharas ma już 3  – jeden z nich to istny Garfield – wielki i rudy (kto widział ten wie :) ).

To te najszczęśliwsze egzemplarze. A reszta? Biega wolna, poluje na jaszczurki, wygrzewa się na słońcu, płodzi następców, otrzymuje intensywnie „głaski” od rozczulonych turystów i resztki z okolicznych restauracyjek  i ma zdecydowanie niepieskie życie. Tutejsze koty reagują w miarę na nasze polskie „kici kici”, zdarza się zwyczajnie też, że jak to koty idą zwyczajnie dalej własną ścieżką i mają nas w nosie.

Ja te zwierzęta bardzo lubię oglądać – gracja z jaką chodzą, skaczą bardzo mi imponuje, ale pozostaję po stronie psich zwloenników. To sprawia, że na Famarze, gdzie królują właśnie piesieły,czuję się zdecydowanie lepiej.

Co ciekawe, onomatopeja hiszpańska na szczekanie psa (uwielbiam kolekcjonować onomatopeje w różnych krajach) to coś w stylu angielskiego „wow wow” (czyt. Łał, łał) a Hiszpanie, gdy słyszą polską imitację szczekania zaśmiewają się do łez. Co kraj to...inna interpretacja odgłosów natury, chciałoby się rzec.
Podsumowując: Przed wyjazdem, alergikom zalecam dobre zaopatrzenie się w leki, a wielbicielom kociszonów trenowanie najprzyjemniejszych głasków.


środa, 19 października 2011

Jaszczurki

Jeden z symboli Lanzarote, obecny na torbach, magnesach, breloczkach i innych souvenirach, to właśnie jaszczurki. A to zapewne dlatego, że trochę ich tutaj jest. Choć spotkać je dość trudno, bo płochliwe to zwierzątka.

Może zdarzyć się, że na przykład (tak jak teraz, gdy piszę ten tekst) na ścianie pokoju będzie "siedział"(leżał?stał?) przyklejony mały reprezentant gatunku o długości ok. 3 cm (większej długości zazwyczaj nie osiągają). Uroczy gadzik. Nie wiem czy to ta sama, która kilka nocy wcześniej była u mojej współlokatorki w pokoju; jeśli tak to nawet ma już imię - Zed.

Jeśli boisz się jaszczurek, nawet w formacie mini, to mogę cię uspokoić - naprawdę nie widuje się ich tu wiele; w ciągu ostatnich 7 miesięcy natknęłam się na kilka sztuk, najczęściej na ścianie domu, na zewnątrz (a nie w pomieszczeniu). Największy okaz mierzył,  tak na oko 10 cm, ale był to raczej ewenement. Poza tym - nie żywią się ludźmi ;) Bać mogą się ci z was, którzy są wielką muchą, a takich przypadków wśród czytających mój blog, zapewne wielu nie ma.

Z ciekawostek - jaszczurki często stają się łupem kotów, które polują tutaj na nie, tak jak u nas na szczury. Zamiast szczura mają ja-szczura ;) 

A Zed nadal na ścianie....

PS.Jakoś trochę słaba, bo robione telefonem, ale lepsza jaszczurka w słabej jakości niż rydz, czy jakoś tak.